Czas na majówki

Maj – miesiąc wyjątkowy pod każdym względem, miesiąc w którym świat po zimie budzi się do życia, wszystkie rośliny  rozpoczynają swój kolejny, coroczny cykl, pokazując nam jak silne jest w nich pragnienie życia. Takie samo pragnienie obejmuje też świat zwierząt, słychać rozśpiewane z radości skowronki, buszujące gdzie się da jaskółki, zające, sarny wreszcie mogą najeść się do syta. Pragnienie życia udziela się też i człowiekowi, zmęczonemu już ciągłymi przymrozkami i długimi nocami, zmęczonemu także zimową bezczynnością, tęskniącemu za ciepłem coraz wyżej i dłużej świecącego słoneczka.

Najpiękniejszy miesiąc w całym roku, pełen zieleni, rozkwitających pąków traw, kwiatów i drzew. Ten wiosenny nastrój, niezmienny od wieków, pozwala człowiekowi patrzeć z optymizmem i radością w najbliższą przyszłość, ta wiara w lepsze jutro skłania ludzi do wyśpiewania swej radości Bogu, a w sposób szczególny Jego Matce.

 

 

Zarys historyczno – społeczny

Prawdopodobnie właśnie taki nastrój, spontaniczność i uwielbienie Matki Boga, przyczynił się do oddolnego i spontanicznego spotykania się wiernych i wspólnego  śpiewania ku czci Maryi, czyli do powstania tego co dziś potocznie nazywamy majówkami. Nie wiemy  jaką nazwę nosiły pierwotnie te nabożeństwa.  W tekstach źródłowych nawet nie nazywa się ich nabożeństwem, pisze się że są tozwyczaje. Nie wiemy też co spowodowało, że  trafiły  one pod kapliczki i przydrożne figurki.  Z całą pewnością wiemy, że tak działo się już od V wieku, są na to pisemne świadectwa w krajach wschodnich, gdzie kult Maryi był zawsze silny. Od samego początku dominuje w nabożeństwach śpiew i muzyka.

W XIII wieku zwyczaj ten trafia do Europy, głównie do Hiszpanii. Gorącym orędownikiem nowego niezwykłego nabożeństwa był król Alfons X, który nie tylko namawiał swoich poddanych do obecności na majówkach ale sam je organizował i osobiście w nich uczestniczył. Z Hiszpanii w ciągu wieków nabożeństwo rozlewa się na całą Europę. W roku 1549 w Niemczech ukazała się książka zatytułowana Maj duchowy gdzie po raz pierwszy pada nazwa maja jako miesiąca dedykowanego Maryi. Wielką rolę w krzewieniu nabożeństwa odgrywają o. jezuici, za największego orędownika nabożeństwa majowego uznawany jest do dziś jeden z nich, o. Muzzarelli.

Wzrastający w ten spontaniczny sposób kult, umiejętnie i starannie prowadzony i aranżowany przez jezuitów a potem też i dominikanów w całej Europie, doczekał się w końcu oficjalnego potwierdzenia przez Kościół. W  1814 roku papież Pius VII uznaje nabożeństwo za oficjalnie obowiązujące w Kościele i obdarza je odpustami. Niedługo potem nabożeństwo (za sprawą jezuitów) trafia na ziemie polskie. Pierwsze oficjalne nabożeństwo odbyło się w 1838 roku w Tarnopolu. Wkrótce potem obejmuje inne miasta: Lwów, Kraków, Warszawę i Włocławek.  A potem trafia do każdej parafii.

I oto następuje rzecz zdumiewająca. Podczas gdy na świecie nabożeństwo z kapliczek i przydrożnych figurek przechodzi do kościołów, w Polsce następuje zjawisko odwrotne: wiernym jakby nie wystarczają same mury kościoła, chcą czcić Matkę Bożą jeszcze „u siebie”  Polacy wracają więc do wschodnich korzeni nabożeństwa, wychodzą na pola i ulice. Tradycja ta staje się coraz silniejsza, aż nabiera takiej siły, że nie dają jej rady ani zaborcy, ani najeźdźcy i okupanci, nic na to nie mogą poradzić komuniści. Krótkie załamanie następuje w czasach niedawnych przemian społecznych, kiedy Polacy wpatrzeni w dostępny już  na wyciągnięcie ręki Zachód, tracą poczucie swojej wartości. Silniej niż kiedyś odczuwają kompleksy. Szybko jednak okazuje się, że „król jest nagi”, przynajmniej jeśli chodzi o życie religijne, więzy rodzinne i szeroko pojęte relacje międzyludzkie. W tych zaś kwestiach to właśnie my w Europie stajemy się liderem i przykładem dla innych. To ta świadomość właśnie, coraz mocniej w Polsce odczuwana, doprowadza do ponownego rozkwitu i wzrostu życia religijnego, duchowego i kulturalnego.

A jak jest dzisiaj?……

Otóż szatan nie śpi.  Pod pozorem wolności podsuwa człowiekowi coraz bardziej absurdalne pomysły: eutanazja, aborcja, „sprawiedliwe” wojny czy prymat ekonomii nad człowiekiem. Religię spycha się w mury kościelne i domy, zakazując szerzenia i okazywania jej w miejscach publicznych. Tworzy się nawet zakazy noszenia oznak religijnych co w zestawieniu z deklaracją o wolności brzmi jak czarny i ponury żart. Wiara przedstawiana jest jako zajęcie dla staruszków, a chodzenie do kościoła i praktykowanie religii porównywane jest do zabobonów. Niestety ideologia ta powoli ale jednak zbiera swoje żniwo także w naszym kraju..

Tym większa chwała i słowa podziwu dla tych wszystkich którzy nie godzą się na to, którzy w  tych obecnych czasach w swoich środowiskach, w swoim otoczeniu nie ulegają lenistwu, nie wstydzą się lecz ochoczo podejmują trud organizacji majówek, umawiają godzinę, miejsce, znajomych. Także tym, którzy  odważnie, codziennie zabierają swoje książeczki, kartki, zeszyty i śpieszą na umówioną godzinę „pod figurkę”.  Bo tam już czekają, bo za chwilę będzie śpiewanie. Jakże godne podziwu są wszelkie inwencje i pomysły: pisanie swoich tekstów, układanie piosenek, wezwań, modlitw. To, że to odbywa się spontanicznie i „od dołu”  to jeden z największych skarbów Kościoła. Z  prawdziwą radością obserwujemy, że i w naszej parafii nabożeństwo to nabiera coraz szerszego zasięgu. Śpiewy majówkowe rozlegają w Radlinie, Cedzynie, Leszczynach, Mąchocicach i Podmąchocicach, a więc w każdej już miejscowości. Wszystkim tym śpiewającym jesteśmy winni wielkie podziękowania, za pielęgnowanie wiary, za ich odwagę i na koniec za wyjątkowy nastrój jaki każdego majowego wieczoru tworzą. Jakże bowiem przyjemne dla duszy i ucha jest echo śpiewanych pieśni rozbrzmiewających „po górach i dolinach” ale słyszalnych też i w niejednym domu. Jakże budujące jest kiedy przechodzący lub przejeżdżający obok, czynią znak Krzyża.

Równie godnymi podziwu są Ci, którzy na co dzień ( nie tylko w maju) wykazują troskę o figurkę czy przydrożny Krzyż, którzy je upiększają, pielęgnują, malują, naprawiają, pamiętają o kwiatach. Nie ma w naszej parafii zapomnianej figurki czy też  zaniedbanego Krzyża.To też wielka praca i z całą pewnością miła Bogu. To niespotykane poczucie odpowiedzialności, nieoglądanie się na innych lecz ich organizowanie do wspólnej troski. Jest to zachowanie świadczące i pokazujące jakie wartości są u nich na pierwszym miejscu.

Historia jednej figurki

Jest 22 czerwca 2000 roku. Boże Ciało, pora obiadu. Na dworze pada deszcz i wieje niezbyt silny wiatr. Można żartobliwie rzec, że pogoda jak to w Boże Ciało… Państwo Wójcikowie z Mąchocic właśnie wrócili z procesji i szykowali się do obiadu. Tę rodzinną i radosną chwilę przerwał im nagle ogromny trzask i huk. Nie wiedząc co się stało wybiegli z domu i stanęli w osłupieniu. Oto idealnie wzdłuż ogrodzenia ich posesji, centralnie na środku drogi leżał ogromny powalony klon, ściślej jedna z dwóch jego potężnych odnóg. Oczywiście w swoim problemie nie pozostali sami, zaraz zjawiła się spora grupa ludzi gotowych nieść pomoc ale też ciekawych samego wydarzenia. W końcu nie jest to zjawisko powszechnie spotykane.

Bardzo wiekowe już drzewo upadając pod wpływem silnego podmuchu wiatru, nie wyrządziło na szczęście nikomu krzywdy, ani materialnej ani tym bardziej nikogo nie raniło, szczęście w nieszczęściu.

Czy to jednak tylko szczęście?

Na powalonym drzewie od niepamiętnych czasów umieszczona była figurka Matki Bożej pod którą każdego majowego wieczora od lat zbierało się grono młodych dziewczyn na śpiewanie. Drugie podobne nabożeństwo miało miejsce zawsze poniżej, przy posesji Państwa Krawczyków. Często śpiewające dziewczyny rywalizowały ze sobą, z uwagi na bliskość można było usłyszeć jak śpiewa „konkurencja”. Zdarzało się, że łączyły siły. Trudno sobie wyobrazić co by się stało gdyby to właśnie wtedy doszło do powalenia tego ogromnego drzewa.

Wśród wycinanych i usuwanych naprędce gałęzi szybko natrafiono na umieszczoną tam figurkę. Ze zdumieniem stwierdzono, że w zasadzie nie odniosła i ona żadnych poważnych zniszczeń, lekko tylko uszkodzona została obudowa, sam obraz Matki Bożej  pozostał jednak nie tknięty. Państwo Wójcikowie niezłomnie twierdzą, że fakt, że nastąpiło to w porze obiadowej, w wielkie Święto, podczas brzydkiej pogody, gdy prawdopodobieństwo przebywania kogokolwiek jest prawie zerowe, to nie przypadek ani nie przysłowiowe „szczęście”. To ewidentna ingerencja Maryi. Postanowili zatem odbudować kapliczkę.

Chcąc uczynić ją bardziej okazałą (czy to w ramach wdzięczności czy to z potrzeby serca – to pozostanie ich tajemnicą) zatrudnili znajomego stolarza, pana Stanisława Rysia, który podjął się wykonania tej kapliczki a wykorzystując swoje manualne zdolności wyrzeźbił też „z rozpędu” samą figurkę Matki Bożej. Nie było więc potrzeby jeżdżenia i szukania nowej po sklepach czy może nawet Sanktuariach. Po usunięciu drugiej odnogi feralnego klona, nowa okazała figurka stanęła tuż obok miejsca poprzedniej. Wyglądała naprawdę imponująco, trudno było uwierzyć, że przy jej wykonaniu nie pracował zawodowiec lecz amator.  W sposób szczególny figurka ta przypadła do gustu kuzynowi Państwa Wójcików: Panu Andrzejowi Pulutowi z Podmąchocic. Tak bardzo, że  zapragnął mieć taką samą u siebie.I proszę sobie wyobrazić, że jakiś czas potem wykonał własnoręcznie jej wierną kopię. Można ją oglądać do dzisiaj. (patrz galeria poniżej)

A co stało się z „oryginałem”? Ano dał znać o sobie upływający czas. Wilgoć, deszcze, niskie temperatury, to znów nadmierne nasłonecznienie zrobiły swoje. Na dodatek na ówczesne czasy trudno było o jakieś wysokiej jakości środki ochrony drewna. Słowem , figurka  rozpadła się z czasem na kawałki a żeby nie dopuścić do profanacji Pan Wójcik z bólem serca ale jednak zdecydował się na jej spalenie.

Państwo Wójcikowie nie poddali się. Tym razem postanowili wykonać ją w sposób najbardziej trwały z możliwych. We wznoszonym właśnie okazałym ogrodzeniu z  żółtego piaskowca pozostawili wnękę i umieścili w niej nową nabytą przez siebie figurkę Matki Bożej. Całość szczelnie zamknięto szybą w metalowej ramce, podłączono również oświetlenie dla dobrej widoczności w nocy. Pod figurką dla ozdoby umieszczono metalową różę. Tak wykonaną figurkę uroczyście poświęcił ks. Tadeusz Wojtasiński podczas jednej z wizyt duszpasterskich. I taka jest do chwili obecnej. Dzisiaj przechodząc lub przejeżdżając obok niej, trudno się oprzeć refleksji, że wszystko przemija, metalowe ogrodzenia okrywa rdza, drzewa się łamią i psują, do wieczności odchodzą ludzie (nieżyjący już brat pani Zosi był pierwszym przy powalonym drzewie), a tylko Matka Boża trwa. I na dodatek jest coraz piękniejsza.

Można powiedzieć, że po tych perturbacjach Matka Boża znalazła w tym miejscu wreszcie spokój.  Ale czy Ona chce spokoju?  Czy nie milsze byłoby Jej teraz posłuchać majowego dziewczęcego śpiewania?  Takiego jak kiedyś przed laty? Nikt tego za nas nie zorganizuje, powinniśmy się wszyscy intensywnie modlić o to, żeby czcicieli tego szczególnego nabożeństwa przybywało. Nie tylko w Mąchocicach i nie tylko w naszej parafii….

Majowe nabożeństwa to piękna i chwalebna Tradycja. Ale nie tylko. To przede wszystkim obecność i opieka Maryi. Opieka w wydarzeniach wielkiej wagi i w każdym dniu naszego życia. Jest to także świadectwo o nas, o naszych wartościach jakie uznajemy za ważne. Jest bardzo wyjątkowym świadectwem naszej wiary i wyrazem szacunku dla niemal 2 tysięcy lat historii.